niedziela, 17 września 2017

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły

Chciałam napisać coś mądrego, ale stwierdziłam, że dziś mi nie wyjdzie.
Chciałam napisać coś przydatnego.
Za to napiszę, co ja sobie myślę, kiedy zbliża się koniec moich studiów.
Zawsze przeżywam takie zmiany.
Coś się kończy, a coś się zaczyna.





Jest mi trochę hmmm smutno? Że to się kończy. Taki fajny czas - niby idę się uczyć, a siedzę na fejsie. Albo oglądam film. Ewentualnie leniwce. A potem mówię "doobra, i tak nic nie zrobiłam, idę na piwo".

Dlatego kontynuuję tradycję i zamiast uczyć się na egzamin magisterski, obejrzałam film, siedzę na fejsie i do tego piszę ten wpis. Notatki leżą, a jakże. Wykres zagadnień również. Wszystko przejrzane. Ostatni prosta. A jednak niewiele różni się od września sprzed roku i sprzed trzech lat.

Poza faktem, że w akademiku będę tylko gościem.
Poza faktem, że już nie będę spać do 12 w środę, bo i tak nie sprawdzają listy.
Poza faktem, że chociaż balowałam do 4, o 8 poszłam na egzamin i zdałam go na 4,5.

Będzie mi tego brakować.

Póki co cieszę się, że mam jeszcze sporo kolorowych zakreślaczy.
I chęć na piwo.

Reszta przyjdzie z czasem.

2 komentarze:

  1. Trzeba się otworzyć na nowości,przeszłość niech zostanie tylko miłym wspomnieniem. To co nadejdzie nie musi być przecież gorsze,mniej ciekawe,mniej fajne ;)

    OdpowiedzUsuń